Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że z dokładnością co do niemalże sekundy, co trzy miesiące z Kubusiem dzieją się rzeczy niesłychane. Robi się przewrażliwiony, krzykliwy, o byle drobiazg robi awanturę, wszystko na nie, wszystko na tak jak on chce, wszystko na tu i teraz, albo na wczoraj, świat jest zły, nawet kakutka kąpielowa nie pocieszy. Przychodzi ten stan nagle, nagle też odchodzi pozostawiając po sobie ślad kolejnego kroku uczynionego przez umysł naszego Synka ku dorosłości. Tym razem dopadł nas etap mojejstwa. Moje włosy, moja krowa, moje jest to co moje, moje jest to co twoje, moja książeczka, moje auto, taty auto też moje, moje buty, przy rozbieraniu histeria, gdyż moja koszulka i moje spodenki, przy myciu histeria, gdyż moje ręce, moje nogi, mój bam bam, nosa nie wycieraj, bo nos mój. I tak sobie trwamy i w sumie chichoczemy przy tym, bo jak tu nie chichotać z przekonania Kuby o tym, że cały świat jego, Statua Wolności jego, każdy znak na drodze jego. Ale okazało się, że każdy dystans do zastanej rzeczywistości ma jednak swój koniec. Z relacji Krisa wynika, że ostatniej nocy, gdy zaspana po karmieniu Kulki wróciłam do łóżka, nie miałam gdzie głowy położyć, gdyż moją poduszkę w całości okupował Kubuś. Na delikatną prośbę o łaskawe udostępnienie miejsca usłyszałam histeryczne NIE. To był kres. Wszystko Synowi gotowa jestem oddać w imię matczynej miłości, ale skrawek na sen? Basta! Z impetem przesunęłam go w stronę Krisa, krzycząc "moja poduszka, moja poduszka!", odwróciłam się na drugi bok i zasnęłam. Rano tylko usłyszałam: "to już teraz jasne jest po kim to ma:-)".
Etykiety
badania
(3)
bunt
(1)
choroby
(5)
ciążowa moda
(15)
ciążowe emocje
(25)
ciążowe tematy
(8)
dziecko i kot
(5)
gadżety
(1)
garderoba astronauty
(3)
garderoba kulki
(1)
gry i zabawy
(14)
konkurs
(2)
książki i poradniki
(2)
kulinarnie
(4)
macierzyństwo
(59)
mama wraca do pracy
(6)
odpieluchowanie
(1)
pociążowa moda
(2)
podróże
(8)
rodzeństwo
(11)
rozwój astronauty
(49)
rozwój kulki
(6)
skoki rozwojowe
(5)
tacierzyństwo
(2)
wychowanie
(9)
wyprawka
(10)
zachcianki
(3)
związek
(3)
żłobek
(4)
żywienie
(12)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój astronauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój astronauty. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 lipca 2013
piątek, 24 maja 2013
"chodź Kubusiu"
Od pewnego czasu trenujemy. Intensywnie, nieprzerwanie, wytrwale trenujemy. Nie poddajemy się budując jednocześnie wiarę we własne siły. Za dwa tygodnie Mamowy tydzień nad morzem. Mamowy równa się bez Tatowy. Więc trenujemy chodzenie. Nie łatwo jest ogarnąć w pojedynkę Kulkę w gondoli i JJ na chudych nóżkach. Nie łatwo nie oznacza jednak niemożliwe. Pokonujemy metry, od dwóch dni wręcz kilometry. W ramach spaceru odbieram JJ ze żłobka. Idę po niego 20 minut, wracamy 1,5 godziny. Co dzieje się w tym czasie? "Chodź Kubusiu", "Ja sam", "Idziemy tędy", "Nie tam!", "Chodź Kubusiu", "Ja sam", "Dobrze sam będziesz prowadził Kamilka", "Kamim!", "Kubusiu to nie nasza klatka", "Oooo Auto!", "Kubusiu to nie nasz samochód", "Czekoladkę chcę", "Poczekaj musimy zapłacić", "Chodź Kubusiu", "A co to???", "Kamień", "A co to???", "Żywopłot", "Piesiek! Hał Hał!", "Chodź Kubusiu", "Piciu!", "Kubusiu nie dotykaj", "Kubusiu zostaw te pety na chodniku", "Kubusiu idziemy tędy", "Ja sam tam", "Cześć (do mijających nas osób)", "usiekamy, usiekamy", "STÓJ!!!!". Tylko wizja cudownego letniego czasu sprawia, że nie krzyczę, nie płaczę, nie zagryzam ze zniecierpliwieniem warg i nie siadam zrezygnowana w połowie drogi na środku chodnika. Zresztą JJ i tak nie przejąłby się tym zbytnio, tylko pchałby wózek z bratem w stronę domu. Bo przecież on siam.
piątek, 17 maja 2013
głodny wiedzy
Do tej pory pamiętam zasłyszaną historię autobusową o chłopcu "co to jest?" i jego wytrwałej mamie "kasownik". Zastanawiałam się, jak to będzie u nas. Czy podołam licznym pytaniom, udzielając po raz setny cierpliwych odpowiedzi. Stało się. Od wielu tygodni godziny, ba minuty, a czasami wręcz sekundy dnia wypełnione są licznymi znakami zapytania. "Co to jest?" zebra. "Co to jest?" traktor. "Co to jest?" zagłówek. "Co to jest?" śrubka. "Co to jest?" śrubka. "Co to jest?" Metalowe coś, co łączy ze sobą dwa przedmioty. "Co to jest?"...śrubka. Często JJ zadaje pytanie i ku mojej wielkiej radości, gdyż Syn zadbał właśnie o moje zdrowe zmysły, sam sobie odpowiada. Lecz czasami ocieramy się o chwile głodnego wiedzy absurdu. Wczoraj w nocy obudziło mnie mleczne wołanie Kamilka. Otwieram oczy i nie wierzę. Krisa nie ma. Lampka przy łóżku zapalona. Na zegarku godzina trzecia. JJ siedzi nieruchomo, tyłem do mnie, na skraju łóżku. Po moim pytaniu "co robisz Kubusiu?" odwrócił się, pokazał rysunek w książeczce i radośnie zawołał "CO TO JEST?" i to nie był sen.
wtorek, 16 kwietnia 2013
determinacja
Budzi się pewnego dnia Żona, po głowie Męża drewnianą zabawką uderza i rozkazującym tonem mówi: futro, buty, biżuteria! Mąż prosi o pięć minut, ale słyszy: futro, buty, biżuteria! Podczas śniadania Mąż na pytanie co zjadłaby dobrego, otrzymuje w odpowiedzi: futro, buty, biżuteria! Gdy wychodzą do pracy Żona rzuca się na ziemię i krzyczy: futro, buty, biżuteria! Po powrocie do domu już od progu żąda: futro, buty, biżuteria! Spod prysznica nawet słychać: futro, buty, biżuteria! Co myślicie o tej Żonie? Zwariowała? Tupet ma? Nachalna? Bo dorosłym już nie wypada z tak wielką determinacją upominać się o pragnienia. W świecie dzieci nie ma miejsca na "tak nie wypada". Z niezwykłą siłą walczą o potrzebę chwili. JJ oczy otwiera, baja, baja?, baja!, przebieramy, baja, buty zakładamy, baja?, do samochodu wsiadamy, baja!, do domu wracamy, baja!!!, owoce, baja?, kolacja, baja, w wannie kąpiel, baja, do poduszki głowę przyłoży, baja!!!
sobota, 13 kwietnia 2013
to była impreza!
Kubuś wczoraj skończył dwa latka! Nie wiem, kiedy minął ten czas. Przecież dopiero "wczoraj" drżącą dłonią głaskałam jego malutką niemowlęcą główkę. A teraz w naszym sercu każdego dnia coraz więcej miejsca zajmuje taki duży chłopiec. Każdego dnia kochamy go coraz bardziej i mam wrażenie, że nie ma limitu na ogrom tej miłości!
JJ lubi komórki, pralki, zmywarki, sprzęty grające, aparat fotograficzny, tańczyć, oglądać książeczki, nazywać zwierzątka, oglądać Peppa Pig, biegać, skakać na krowie, przytulać się tylko wtedy, gdy on ma na to ochotę, dawać buziaki, język po kąpieli pokazywać, zasypiać ze smoczkiem i swoim misiaczkiem przytulaczkiem, rymowanki przed zaśnięciem, przechodzić do nas w nocy, witać nas słowami "cześć tata!", wyciągać mnie z łóżka okrzykiem: "kupa, kupa", jeść w żłobku wszystko, w domu jeść rosół taty i mielone mamy, śmiać się, bawić się z dziećmi, zjadać kredki, dotykać wszystkiego i pytać: "co to jest?", chodzić własnymi ścieżkami, wygłupiać się z tatą na łóżku.
JJ nie lubi gdy coś mu nie wychodzi, obcinania włosów, przytulać się na siłę, czyszczenia noska.
czwartek, 28 marca 2013
rękodzieło
Na pewno wiele Mam zna to uczucie rozpierającej dumy, gdy okazuje się, że Ukochane Dziecko zaczyna przejawiać zdolności w kierunku jakimkolwiek. Gdy o Maluchu marzyłam, wyobrażałam sobie, jak po mamusi w rytm muzyki nóżką przytupnie, Dżem pod nosem zanuci, to po tatusiu, pędzlem lub ołówkiem machnie, to po nieodkrytych zapewne zdolnościach przodków. JJ tańczyć zaczął bardzo wcześnie, pod nosem pomrukuje, natomiast kredki w skupieniu konsumuje. Nie ma koloru, którego po sesji mazania, nie znalazłabym między jego zębami. Przyznać uczciwie muszę, że więcej barw na ustach jego odnajduję, niż na bloku białej karcie. Gdy od września Kubuś szedł do żłobka, cieszyłam się, gdyż znając zaangażowanie Pani Beaty, liczyć mogłam na szybkie efekty dziecięcych zdolności, które przyczepiać chciałam magnesem do lodówki. Czekałam, czekałam, czekałam. Przy odbieraniu Młodego, gdy tylko w rękach wychowawczyni kawałek papieru dostrzegałam, z uśmiechem na twarzy, drżącą dłonią, z "jakie śliczne" na ustach przechwytywałam...kolejną ankietę lub informację o zebraniu rodziców. Czekałam, czekałam, czekałam. Aż w końcu doczekałam się. Jest i ono. Malutką rączką, samodzielnie przez JJ wyklejone, a później obgryzione i obślinione. Świąteczne JAJO!
środa, 13 marca 2013
23 miesiące JJ i 3 miesiące Kulki
Od kilku dni zastanawiam się nad kolejnym wpisem, staram się zebrać rozbiegane myśli i nie potrafię. Nie przychodzi mi do głowy nic dowcipnego, nic wzruszającego, nic mądrze przemyślanego. Dzieci. Wypełniły mnie po brzegi. Każdą myśl, każdą minutę, każdą planowaną czynność. O poranku moje życie jest jak rozsypana wieloelementowa układanka. Przez cały dzień składam ze sobą karmienie, przebieranie, usypianie, na kolanach trzymanie, rozbawianie, na brzuszku układanie Kamilka, samochodowe w żłobkowej drodze sam na sam z Kubusiem, nasze rozmowy o dziecięcym życiu, zakupy, śniadanie, obiadu gotowanie, domu ogarnianie, spacer, popołudniowe na łóżku wygłupy, "pe papa", kolacja, dwie kąpiele, rzepka, dwa Michały, lokomotywa, przenoszenie JJ do nas, Kulki od nas do łóżeczka. Między automatycznymi czynnościami "dziecięce" myśli o tym co dla Kubusia w ramach rozrywki zaplanować, co na weekend ugotować, aby mu smakowało, jaką nową książkę mu zamówić, o nowych ubrankach na lato, o ubrankach dla Kulki, który wyrasta już z rozmiaru na sześć miesięcy, o majówce, o ambitnych planach, aby z dwójką nad morze na wakacje tylko Mam się wybrać. Co wieczór przed snem odkładam kolejną złożoną w całość układankę. Dzieci.
poniedziałek, 25 lutego 2013
pierwsza miłość
" Bo przecież to jasne, że Ty chcesz się na razie tylko bawić i nie jesteś gotowy na poważny związek. A Ona chciałaby od razu za mąż wychodzić". Tak oto przemawia Tata do swojego Syna...prawie dwulatka. Wiedziałam, że kiedyś nastąpi taka chwila, gdy nie będę jedyną kobietą zapatrzoną w Mifka. Liczyłam się z pojawieniem się dziewczyny, która tak jak ja myśleć będzie o nim intensywnie, tęsknić, gdy tylko zniknie jej z pola widzenia, kraść mu buziaki, mocno tulić i z zamkniętymi oczami wdychać zapach jego włosów. Ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Po prostu nie doceniłam uroku osobistego Kubusia, który rozkochał w sobie Wiktorię. W żłobku jedzą razem, a gdy JJ spóźni się na śniadanie, On je Ona siedzi obok i patrzy, za rączki razem tańczą w rytm dziecięcej muzyki, naśladują się, skarpety sobie zdejmują i gołe stópki porównują. W domu Wiktorii z ust nie schodzi Kubuś, Bubuś, Kuba, Buba, Guguś. Przed zaśnięciem nawet imię wybranka utrwala. Ale nie dziwię się jej. Przecież wspaniałym chłopcem jest nasz JJ...przytuli, Mamiś zawoła, buty przyniesie, program w najlepszym momencie przełączy, komórkę zwinie, brata przypilnuje, każdego ranka porządek w sypialni zrobi.
wtorek, 12 lutego 2013
22 miesiące JJ i 2 miesiące Kulki
JJ: rozbrykany prawie dwulatek, buzia mu się nie zamyka, tylko tłumacza nam brak i czasami nie rozumiemy przekazu, na widok telefonu gotów jest nogi połamać, aby w sekundę dopaść do obiektu pożądania, kręci go wszystko co niebezpieczne: noże, wspinaczki po regałach, tańce na blacie fotelika do karmienia, nie zdziwię się, gdy pewnego dnia zastanę go wiszącego na żyrandolu głową w dół pokrzykującego "o la la!", fan bosych stóp i gołego o poranku tyłka, kiedy budzi mnie z zadowoleniem bez spodni od pidżamy i o zgrozo bez pieluchy również, z jednej strony "NIE eee" chłopiec, z drugiej potrzebujący uwagi, bliskości i naszej aprobaty maluszek, obecnie skoncentrowany na tym, aby pokazać nam, że jest taki dorosły, co nie przeszkadza mu zasypiać na drzemki w okupowanym od kilku dni foteliku dla niemowlaczków.
Kulka: coraz bardziej aktywny, a im bardziej aktywny, tym bardziej charakterny, śpi, je, czasami w skokowym trudnym dla nas czasie co godzinę, płacze, bąki głośne puszcza i dziwi się...wszystkiemu i wszędzie, trudny ma los, bo brat go bardzo kocha, a jak kocha to i za ucho pociągnie, i nogę wypakuje, i czule ciałkiem przyciśnie, pupę w poszukiwaniu kupy powącha i niezgrabnie podnieść próbuje.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
NIE to NIE. TAK to NIE.
Gdy jeszcze nie dane było mi doświadczać uroków macierzyństwa, na widok sceny złośnika w supermarkecie myśli aroganckie miałam w głowie: "o nie! mi to się nigdy nie przytrafi! Moje dziecko będzie grzeczne i spokojne, nie poddam się awanturniczej manipulacji!". I jak naiwne były moje przemyślenia, wiem to dopiero dzisiaj. W moim domu zamieszkał Mały Zagryziak. Bez uprzedzenia z walizami wdarł się na pokoje, rozpakował i bez informacji na jak długo zostaje, rządzi się każdego dnia swoimi prawami. JJ bezsilny jest wobec gościa i jego poczynań, gdyż emocjonalnie niedojrzały jest jeszcze i obronić się nie może. Tym sposobem Kubuś codziennie bez powodu płacze, szamocze się, klockami rzuca, co powoduje, że czuję się jak na froncie i nigdy nie wiem, kiedy trafi we mnie zabawkowy pocisk, wije się i teatralnie głową w ziemię uderza. I jedyne co pozostaje mi zrobić, to wspierać go cierpliwością, przytulać, zapewniać, że kocham go ponad wszystko lub po prostu ignorować przedstawienie. Najlepsze są jednak nasze dialogi. Zagryziak w swoim słowniku słowa Tak nie posiada. Nawet jeżeli myśli TAK, mówi NIE. Ostatnio na stole leżało pięć przedmiotów. Kubuś woła: Mamiś TO!!! Pytam więc: książeczkę? NIE nakrętki? NIE układanki? NIE? kluczyki? NIE. śliniak? NIE. I bądź tu mamo mądra. Chyba dowody na przyszłość zacznę nagrywać: czy rodzice mają Cię po osiemnastce utrzymywać? NIE! może w przyszłości samochód kupić? NIE! będziesz na imprezy chodził i nad ranem wracał? NIE!
czwartek, 6 września 2012
czas przystosowania
Godzina 15.15. Odbieram JJ ze żłobka. Płacze nieszczęściem pozostawienia. Wychowawczyni z wyrzutem kwituje, że dziecko w takich warunkach nie przyzwyczai się do nowości, skoro mąż mój przyprowadził go o godzinie 15.00! Z niepokojem w sercu robimy zakupy. Dzisiaj na obiad rosół, więc kupujemy włoszczyznę. Co ta włoszczyzna ma do całości? Nie wiem. Ale podświadomość idealnie podsumowała czas, który był przed nami. Od początku września łączę się emocjami nicią porozumienia ze wszystkimi mamami, które pierwszy raz oddały dziecko do żłobka, przedszkola lub szkoły. Gdyż niezależnie od wieku trudy rozstania, lęk przed porzuceniem i nowością, są zawsze takie same. W tym roku zapach późnego lata zmieszany z zapachem owsianki czuję intensywnie jak nigdy dotąd. I chyba już zawsze kojarzyć go będę ze łzami Kubusia po przekraczaniu progu żłobkowego domku, łzami i żalem podczas odbierania, myślą o tym, że trudno mu się zasypia na drzemkę, bo ktoś może zapomnieć, że śpi z misiaczkiem przytulaczkiem, strachem o to, że nie je i o to, że inne dzieci go skrzywdzą, nocami przerywanymi pochlipywaniem. I trwamy w tym procesie adaptacyjnym i staramy się jakoś sobie z tym radzić. Bo JJ mimo płaczu, który jest okazywaniem emocji, bawi się, wcina wszystko, czaruje młodą "ciocię", która przed drzemką głaszcze go po główce i podaje misiaczka, w domu odważniej niż dotąd wchodzi wszędzie, gdzie tylko może, szuka pilota pod poduszkami kanapy i oznajmia co chwilę zdziwiony "nie ma, nie ma!", przytula się i robiąc dziwne miny celowo nas rozśmiesza, czując, że to rodzice bardziej niż on potrzebują wsparcia. Nasz mini przedszkolak z kupionym specjalnie na tę okazję plecaczkiem...dla rodziców!
fot. Evelio
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
grzeczne dziecko
Coraz częściej dochodzę do wniosku, a im częściej tym coraz bardziej mnie to kłuje, że ludzie w bezrefleksyjny sposób nadużywają etykiet typu "grzeczne dziecko", "niegrzeczne dziecko". Zaczyna się to od pierwszych dni maluchów. Płacze w nocy? Niegrzeczny. Śpi na spacerze? O jaki grzeczny. Płacze, gdy nie pozwoli mu się wdrapywać na sedes? Niegrzeczny. Siedzi spokojny w foteliku i wcina śliwę? Grzeczny. Biega, dotyka, cały w błocie się tapla? Niegrzeczny. Siedzi nad jeziorem ponad dwie godziny, niemalże bez ruchu, na kocyku? Ach jaki grzeczny! Takie komentarze docierały do mnie w ostatni weekend. Podczas, gdy inne dzieci spontanicznie chlapały się w wodzie, biegały po trawie, penetrowały koce sąsiadów, w piasku grzebały, łopatką rzucały i popiskiwały, ich rodzice spoceni dziarsko im towarzyszyli, ale spoglądali przy okazji na JJ i o grzeczności rozważania snuli. I słowa "grzeczno niegrzeczne" drażnią mnie wielce, gdyż sytuacje te z grzecznością niewiele przecież mają wspólnego. Dziecko może być mniej lub bardziej wrażliwe, mniej lub bardziej ciekawe świata, mniej lub bardziej bojaźliwe lub otwarte. Ale taka jest jego natura, taka osobowość. A o osobowości grzecznej, lub niegrzecznej jeszcze nie słyszałam. I bzdurą jest stwierdzanie, że maluch jest niegrzeczny, bo chodzi, biega, dotyka kociej kupy, przy stole siedzieć nie chce, bo woli jeść z podłogi, rękę macza w toalecie, programuje dvd lub ciasto wgniata w dywan. Poznaje w końcu świat, ale etykietę do pupy przypiętą ma już od początku. Owszem, JJ nad jeziorem "grzeczny" jest bardzo, ale wynika to z faktu, że piasek i trawa dosłownie go parzą, i woli odcisk od siedzenia na tyłku sobie zrobić niż ruszyć odważnie w długą. Boso przez świat zdecydowanie go nie dotyczy. I liczę w skrytości serca, że do trzydziestki mu minie i stanie się bardziej "niegrzeczny".
fot. Evelio
piątek, 20 lipca 2012
mały krok wielka sprawa
Tak poukładało się w moim życiu, że nie miałam nigdy okazji przyglądać się rozwojowi malutkiego dziecka. Uwaga moja zawsze skierowana była na zgłębianie psychicznych aspektów, automatycznych reakcji, świata uczuć, ale to też u starszych już Bohaterów. Żyłam w jakimś dziwnym świecie przekonań, rodem z programów przyrodniczych, że Maluchowi wszystko przychodzi w łatwy sposób. Rodzi się, siada, chwyta, raczkuje, wstaje, idzie, zaczyna jeść sztućcami, siada na nocnik i za chwilę kończy trzydzieści lat. Tak po prostu. I nawet jeżeli z perspektywy tych lat wydaje się to takie proste, to świat dziecka jest DUŻO bardziej skomplikowany, wymagający wysiłku i frustrujący. JJ czekał piętnaście miesięcy na swój pierwszy krok. A my czekaliśmy cierpliwie razem z nim. Teraz oczy ze zdziwienia przecieram, gdy widzę Mifka, jego dziarskie kroki, palec wskazujący i słyszę: "cho, cho, cho...".
środa, 18 kwietnia 2012
dzielę się
Od pewnego czasu JJ celebruje kolejny etap obchodzenia się z przedmiotami i pokarmami. Po fazie: wszystkiego dotknąć muszę, wyślinić również i wymemłać, nastąpiła procedura: wszystkiego dotknąć muszę, wyślinić również, wymemłać i dać do ślinienia i memłania rodzicom. Wzruszający jest to widok. Skrupulatnie paluszkami małymi wkłada do buzi np. chrupka, obślinia, próbuje, a później podaje do moich ust, abym również mogła spróbować. Tak jest praktycznie ze wszystkim. Tylko śmieciami z ziemi dzielić się nie chce, ale z tym problemu nie ma, gdyż po podłożeniu mu dłoni pod brodę i haśle: "wypluj", wszystko wypluwa automatycznie. Tak więc każdego dnia towarzyszy nam wszystkim podziałka. Dzieleniu podlega poranna kaszka, tulenie do zabawek, bo gdy Kubuś utuli misia, utulić musimy i my, ryż z obiadu, obśliniona i totalnie przerzuta buła, a także piana z wanny i gumowe zabawki. Ostatnio, gdy Kris leżał z JJ w łóżku i po swojemu droczył się z nim zabierając mu Misiaczka Przytulaczka, Syn już nie wyszarpywał Tacie maskotki a logicznie podał smoka i utulił do snu.
sobota, 31 marca 2012
zmasowany atak białych klonów
Naiwna Mama żyje długie miesiące w błogiej nieświadomości i wyobraża sobie ząbkowanie jako klasyczną książkową idyllę, w której zęby mają z góry wyznaczoną kolejność, grzecznie czekają w kolejce i wychodzą w odpowiednim momencie. Dzwoni taki ząb rano do centrali, dostaje informację, który ma numerek, przychodzi, czeka. Gdy nadchodzi jego czas nieśmiało otwiera drzwi i wtyka głowę. Patrzy, ocenia, obwąchuje. Myśli sobie: jest nieźle, środowisko przyjazne, poziom pH właściwy, brak zanieczyszczeń, wrogich ciał i niszczycieli. Szybka decyzja: wchodzę! Gdy już się oswoi z nową sytuacją, daje znać następnemu w kolejce: droga wolna, jest nieźle. I byłoby pięknie, gdyby to rzeczywiście była prawda. Rzeczywistość szczękowa JJ ma się odmiennie do moich wcześniejszych wyobrażeń. Zęby Kubusia są niewychowane, za nic mają wszelkie ustalenia, porządek, prawo stomatologiczne. Pchają się na chama bez kolejności, rozpychają łokciami i korzeniami. Gdy Syn nasz nieśmiało otworzy buzię, słychać tylko zębową awanturę. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że prócz dolnych jedynek, mamy obecnie w fazie wzrostu dolną dwójkę, dwie górne dwójki i górną jedynkę, a reszta szykuje zmasowany atak krzycząc przy tym: szturmem go, szturmem!
poniedziałek, 12 marca 2012
11 miesięcy: MAMO ratuj!
W czasach, gdy Mamą nie byłam, miałam dziwne pojęcie na temat rozwoju Maluchów. Wydawało mi się, że po narodzinach wszystko dzieje się szybko, płynnie i bezproblemowo. W skrócie: dziecko rodzi się i wstaje. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo każdy miesiąc jest dla dziecka frustrujący. Jak wiele musi pokonać przeszkód, aby stać się w pełni mobilnym, panującym nad swoim ciałem Małym Człowiekiem. Na początku nie jest nawet świadomy, że jego kończyny rzeczywiście należą do niego. Jakieś ręce latają przy twarzy, często zaczepiają i nawet nie można ich złapać, opanować, zatrzymać. Gdy ręce okazują się być rękami, przez kolejne miesiące odbywa się długa nauka posługiwania się nimi oraz palcami. W między czasie nogi mącą w głowie i rozpraszają. Później przychodzi etap dostrzegania fantastycznych rzeczy, które można dotknąć i posmakować, ale ciemna strona mocy siłą trzyma malucha na plecach i nie pozwala się przekręcić. Okazuje się następnie, że przewrotka niewiele daje, bo jak przekonać fantastyczne otoczenie, aby podeszło bliżej, skoro Maluch na podejście nie ma sposobu. Jest jeden skuteczny sposób: płacz. W pewnym momencie, po licznych próbach, wszytko zaczyna przybliżać się szybciej i sprawniej. Jednocześnie przedmioty okazują się być bardzo wredne i nieprzyjazne. Biją, utrudniają, na złość robią. Gdy froterowanie podłogi i opanowanie świata przyziemnego staje się nudne, czas na mordercze wysiłki zdobywania wyższych poziomów wtajemniczenia. Pojawiają się kolejne utrudnienia. Bo gdy już zdobywa się szczyty, trudno o bezwypadkowe zejście do parteru. I tu pojawia się po raz kolejny niezastąpiona funkcja Mamy. Na zaczopkowanie przy pralce, szafce, lwie, łóżku, stoliku, kuwecie, krześle, drapaku, schodach, szafie, szufladzie jedna jest rada: MAMO ratuj!
poniedziałek, 5 marca 2012
domowa świątynia
JJ w naszym domu wyznaczył miejsce kultu. Minutami, co w świecie dziecka znaczy wieczność, klęczy tam, medytuje, śpiewa, pokrzykuje, odprawia modły. Nie uznaje wymigiwania się od rytualnych czynności. Gdy nie ma nas przy nim, piszczy i nagania. Prawdziwy misjonarz z powołania. Przez kilka dni stał przed dylematem co wybrać. Którą drogę obrać? Co bliższe będzie jego przekonaniom? W czym się spełni? Testował. Radio dostało swoją szansę. Stał przy nim nieugięty. Kilka dni pościł w imię muzycznej wiary. Lecz ONA zwyciężyła. Ujęła go swoim wnętrzem. Teraz na pytanie: "gdzie jest Kubuś?", odpowiedź jest prosta: "robi pranie!".
środa, 29 lutego 2012
dla kogo lekarz?
Pradziadek mój, poza wspaniałymi, czarnymi, bez siwego dotknięcia, zachowanymi do późnych lat życia włosami, miał jeszcze jedną charakterystyczną cechę: płakał na zawołanie. Nie był to płacz wymuszony, teatralny. Normalny, spontaniczny, reakcja wrażliwca na zewnętrzne bodźce. Od dziecka słyszałam, że to po nim w moich genach zaplątały się łzawe właściwości. Tak po prostu mam. Sytuacja, ścisk w sercu, szef w centrali popędza złącza krzycząc: "wyciskamy! wyciskamy!" i oczy już się szklą. Po narodzinach Kubusia płaczę jakby mniej. Stałam się bardziej odporna, waleczna i już tak wiele rzeczy nie jest w stanie moich kanalików łzowych rozruszać. Lecz przychodzi moment krytyczny i nawet publika nie działa hamująco. Po prawie dwóch miesiącach czekania na umówiony termin wybraliśmy się do neurologa. Mobilizacja, plan dnia podporządkowany, psychiczne nastawienie w normie. Zabrakło jak się okazało ważnego skierowania! Nie. Nie chodzi o to, że skierowano nas z "nie siedzącym problemem"...minęły w końcu dwa miesiące, więc problem w końcu sam usiadł i się rozwiązał. Skierowanie było wypisane na Lesława. Nie wiem skąd ten Lesław przybył. Był i już i utrudniał. Gdy usłyszałam, że nie dostaniemy się do lekarza (to już kolejne medyczne utrudnienia) to najnormalniej w świecie łzy krokodyle popłynęły mi po policzkach. I co się okazało? Lesław przestał być przeszkodą, a neurolog nas przyjął. Może dotarły do niego wieści, że trafiła się mama mniej zrównoważona i bardziej potrzebująca pomocy niż Syn. Diagnoza pocieszająca. JJ emocjonalnie i intelektualnie jest sporo do przodu. Natomiast fizycznie potrzebuje rozruszania, więc dostał skierowanie na WF. Jak to zgrabnie ujął lekarz: "ma pani wspaniałego synka. Leniwego inteligenta". "Po Tatusiu" dodałam ja.
sobota, 11 lutego 2012
sporty ekstremalne w 10 miesiącu
Gdy JJ był jeszcze malutki, słyszałam z wielu stron: "korzystaj z sytuacji, że jest mało mobilny. Gdy zacznie się przemieszczać...skończy się". Rzeczywiście coś się skończyło. Ale zaczęła się zabawa i sporty ekstremalne. Kubuś nie ma ulubionej dyscypliny sportowej. Wszystkie zawody traktuje bardzo poważnie, z zaangażowaniem trenuje każdego dnia, daje z siebie wszystko i marzy o podium. Poranek rozpoczyna od dyscypliny: kto krzyknie głośniej bawimy się! A później to już jakoś samo się kręci. Dłubie rodzicom w ustach, gryzie w nos, wyrywa rzęsy i szarpie za brwi, czołga się po twarzy mamy, goni kota kotu, zjada korale, bransolety i pastę do zębów. Wbrew założeniom, że celulozę trawi jedynie krowa, udowadnia, że trawi ją również On. Zresztą wydaje mi się, że w kategorii piórkowej w zmaganiach z papierem toaletowym, ma szansę na start w Olimpiadzie. Ubóstwia prace domowe: pełzanie za mopem, szarpanie za suszarkę z bielizną, deskę do prasowania oraz odkurzacz. Aby przyspieszyć pranie, wali niczym zawodowy bębniarz w pralkę. O rośliny bardzo dba. Trenuje rzuty pustą konewką, ciągnie za liście i stara się za wszelką cenę je skonsumować. Tu ponownie ta celuloza daje nam coś do zrozumienia. Na modzie się zna. Ale po spożyciu kilku egzemplarzy pism modowych, któż by się nie znał. Na łóżku turla się z piskiem, z pozycji siedzącej rzuca się z impetem w tył. Nie rozumiem czemu wprowadza go to w zadowolenie i słabo mi, gdy pomyślę, że powtórzy to na płytkach w łazience. O dziwo nie powtarza. Przesuwa skrzydła szafy, dobre dziesięć minut otwiera i zamyka jedną szufladę i zastanawia się każdego dnia na nowo jak otworzyć drzwi od strony mocowania do framugi. Dwa tygodnie temu stwierdził, że w przyszłości zostanie DJ'em. Z muzyką budzi się, funkcjonuje i zasypia, wykonując przy tym trudne do określenia ruchy tułowia. Gdy nie tańczy, to jak tylko ma okazję, łapie się z upodobaniem za siusiaka. Ale jak nazwać ten sport? Nie wiem. Wiem natomiast, że w momencie przedłużającego się spokoju, gdy cisza zbyt długo, aż z niepokojem w uszy kłuje...JJ zdetonował pudełko z zabawkami.
P.S. od dwóch dni bije brawo...w pozycji leżącej, stopami.
fot. Evelio
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























