Tak już mam, że jak nakręcę się na jakąś sprawę lub rzecz, to męczę daną kwestię do wyczerpania siły zaangażowania. Obecnie przechodzę przez fazę rajstop. Nie własnych a Kubusia. Od samego początku stawiam na wygodę Malucha. Przez pierwsze miesiące cały dzień "biegał" w śpiochach, później przeszliśmy na body i miękkie dresy. Dżinsy wkładamy sporadycznie, na tak zwane pokazowe wyjścia. Teraz przyszła pora na zestaw: body na ramiączkach, rajstopki i koszulka z długim rękawem. Świetnie śmiga się w tym zestawie w domu i łatwo jest się zapakować do kombinezonu. Nie sądziłam jednak, że owładnie mną obsesja rajtuzowa. Bo rajstopy muszą być wyjątkowe, najlepiej bez nadruków i napisów w stylu: super star 30. Zdarzyło mi się już rajstopy w sklepie wymieniać i gdy szczerze oświadczyłam, że zwracam, gdyż wzór nie ten, to ekspedientka popatrzyła na mnie tak, jakbym z innej planety przybyła. Nałogowo poszukuję wymarzonych wzorów w internecie i marketach. Gdy potwierdziła się teoria, że w paczce pakowanej na 2 sztuki jedna jest zawsze genialna, druga natomiast taka, że nikt normalnie by na nią nie spojrzał, bliska byłam podmianki i skomponowania własnego zestawienia. Uchronił mnie przed niecnym czynem rozsądek...Krisa.

