Mam już za sobą ostatnie KTG z tak zwanego przeze mnie dochodzenia. Następne będzie już w innej atmosferze, bo podczas przyjmowania do szpitala. Na izbie przyjęć spędziłam trzy godziny, gdyż non stop miejsca ustępowałam kolejnym ciężarnym: z rozwarciem, ze skurczami lub wysypką na brzuchu. W powietrzu krążyły liczne opowieści o porodach, ciężkich przypadkach, sytuacjach z lekarzami. Miałam ochotę wybiec z krzykiem i postanowieniem, że jednak tam nie wrócę. Z trudem powstrzymałam galopadę myśli o tym jak to zaplanować, aby wycofać się z tego interesu. Na pewno w niczym nie przypominałam siebie z sierpnia, gdy skakałam pod sufit trzymając w ręku test ciążowy z dwoma kreskami. Całe szczęście podczas badania mały astronauta zdołał mnie rozbawić i uspokoić. Od jakiegoś czasu mamy zabawę w tak zwane 'puk puk'. Ja mu w dowolnym miejscu na brzuchu pukam palcami, a on odpowiada od środka. Położna zbyt lekko podłączyła mi aparaturę i kazała dociskać ręką sprzęt. Gdy ja dociskałam, mały odpowiadał odbiciem. Niestety zniekształcało to zapis KTG.
"Co on robi?" - spytała zirytowana pielęgniarka.
"Jak to co? Bawi się z mamą" - odpowiedziała zadowolona Evelio.
Podczas ostatniej wizyty w IKEA kupiliśmy rozrywkowemu synkowi pierwszy zestaw klocków: