Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry i zabawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry i zabawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

domowa świątynia

JJ w naszym domu wyznaczył miejsce kultu. Minutami, co w świecie dziecka znaczy wieczność, klęczy tam, medytuje, śpiewa, pokrzykuje, odprawia modły. Nie uznaje wymigiwania się od rytualnych czynności. Gdy nie ma nas przy nim, piszczy i nagania. Prawdziwy misjonarz z powołania. Przez kilka dni stał przed dylematem co wybrać. Którą drogę obrać? Co bliższe będzie jego przekonaniom? W czym się spełni? Testował. Radio dostało swoją szansę. Stał przy nim nieugięty. Kilka dni pościł w imię muzycznej wiary. Lecz ONA zwyciężyła. Ujęła go swoim wnętrzem. Teraz na pytanie: "gdzie jest Kubuś?", odpowiedź jest prosta: "robi pranie!".


poniedziałek, 6 lutego 2012

atrakcyjny przyjaciel

W naszym mieście atrakcji dla maluchów jest jak na lekarstwo. Są zajęcia na basenie oraz...zajęcia na basenie. Żadnych wygibasów, muzycznych uniesień, plastycznych inspiracji, warsztatów, pełzania z dziećmi w klubokawiarni dla rodziców. Gdy zajęcia już się gdzieś odbywają to tylko dla tych starszych urwisów. Natomiast o najmłodszych i ich mamach nikt nie myśli. Osobiście bardzo nad tym ubolewam. Nie chodzi mi nawet o jakieś szczególne rozwijanie Kubusia. Chodzi o to, aby miło spędzić czas w fajnym towarzystwie. Staram się często organizować Małemu spotkania z kumplami, ale teraz przy mrozach i częstych katarach, nasze możliwości towarzyskie zostały ograniczone do minimum. Tym sposobem JJ zyskał nowego kolegę. Uwielbia go. Śmieją się razem, pokrzykują, opowiadają z zaangażowaniem to co ich spotkało, gestykulując przy tym z entuzjazmem. Pokazują sobie różne rzeczy. Robią dziwne miny. Gdy spotkania nadchodzi kres, dają sobie soczyste buziaki i padają we wzajemne objęcia.


  


fot. Evelio

czwartek, 29 grudnia 2011

tatuś goni, tatuś goni

Nie wiem, kiedy to nastąpiło. Tak po prostu z dnia na dzień. JJ z maluszka stał się rozumnym chłopcem. Potrafi skupić się na moich słowach. Mam też wrażenie, że coraz więcej rozumie. Gdy zawołam "chodź do mamy", podczas gdy śmiga pełzem po podłodze, zmienia kierunek i zaczyna zmierzać w moją stronę. Zmiany odkryliśmy przypadkiem. Po południu JJ swoim zwyczajem penetrował teren pokoju. Nie ważne, że przeczołgał sie po nim wiele razy. Każdego dnia przeżywa wszystko i analizuje tak, jakby był tam po raz pierwszy. W pewnym momencie odwrócił się do Krisa i uśmiechnął zadziornie. Na to Kris zawołał: tata goni, tata goni! I to był ten moment. Kubuś zapiszczał, zaczął energicznie machać rączkami i najnormalniej w świecie uciekać. Obecnie jest to zabawa numer jeden. Berek z tatą to jest to.



 fot. Evelio

poniedziałek, 26 grudnia 2011

zabawki

Nie będę oryginalna pisząc, że najwięcej prezentów w naszym domu dostał JJ. Zastanawiam się natomiast, kto cieszył się z nich bardziej: rodzice czy sam zainteresowany. Ja jak dziecko śmiałam sie rozpakowując kolejną paczkę Kubusia. Kris, gdy zobaczył wszystko ułożone w jednym miejscu, krzyknął: Mifku możesz otworzyć sklep z zabawkami! Carlos wszystko dokładnie obwąchał i przygarnął grzechoczącego "Kubicę". A JJ...no właśnie...gdzie był w tym czasie JJ? Biedny z nadmiaru wrażeń wycofał się rakiem i pogonił za swoim ulubionym plastikowym kołkiem, butelką z wodą i porzuconą gdzieś przypadkiem plastikową złotą bombką. Prezenty dostał moim zdaniem fantastyczne, lecz chwilowo odstawimy większość na półkę i będziemy dozować mu intensywność radości. Poza tym do niektórych musi jeszcze dorosnąć. Cieszę się, że udało nam się uniknąć tych hałaśliwych, świecących, mówiących w pięciu językach wynalazków. Pod choinką znalazły się prawdziwe hity: klocki z magnesem, które można używać również w wodzie, piękne, kolorowe, drewniane klocki, żółw, do którego wrzuca się odpowiednie kształty (ciekawostka: po naciśnięciu główki, żółw wydala kształty pupą), książeczka o głodnej dżdżownicy, gryzaczki, przesuwane, drewniane korale z IKEA, bolid z Kubicą z materiału, pies Reksio, koszula w kratkę i ręczniczek, książka z paluszkowymi teatrzykami oraz hit wśród dorosłych: głodny pelikan! Głodny pelikan pochłania dziobem do brzuszka piszczące ryby, grzechoczące kraby i ...wspaniałą, dzwoniącą krewetę!






poniedziałek, 19 grudnia 2011

konkurs Witaaminkii

Dziękuję Witaaminkoo za konkurs. Za to, że mogłam rozruszać szare komórki, pobawić się słowem, rymem i wyobraźnią. Dziękuję za wyróżnienie, tym bardziej, że konkurencja rymosłowna była, jak sama przyznałaś, ogromna. Cieszę się bardzo. A nagroda w tym momencie okazała się idealna, gdyż Ja - wojowniczka normalności walcząca o to, że "od początku ubranka dziecka prać będę w zwykłych proszkach", musiałam skapitulować. JJ od jakiegoś czasu na ciałku miał dziwne suche placki. Nie pomagało specjalne mydło, kremy. Dopiero proszek dla dzieci rozwiązał problem. Tak więc, tym bardziej nagroda trafiła nam się wspaniała. Dziękuję. 

Evelio pierze w rymie:

Mama czasem gdy tylko wstanie,
ma w swojej głowie wielkie pranie,
Synek nie kryje też swej radości,
przed pralką w czas wirów się rozgości.

W koszu z bielizną ubrania gromadnie,
walczą o miejsce, by nie być na dnie,
znają regułę tworzoną od wieków,
jasne do jasnych, ciemne do ciemnych,
żadnych chusteczek, monet i ćwieków.

Pierwszeństwo mają rzeczy Malucha,
lecz są zbyt małe, więc nikt ich nie słucha,
starsze "karierę robią po plamach",
młodsze więc krzyczą: "to na nas zamach!"
"Mamy też prawo do pierwszeństwa,
bo dzielnie wspieramy losy Maleństwa.
Nie straszne nam plamy z marchwi, buraka,
lecz bez wyprania to będzie draka".

Na szczęście nad wszystkim mama czuwa,
pajace, body przed pralkę podsuwa.
Każdą rzecz do niej wkłada starannie,
proszek wsypuje, płyn do płukania,
START...zaczął się moment wielkiego prania.

W pralce radość, wiry, zabawa,
ten taniec czystości to świetna sprawa,
gdy mama po cyklu pralkę otwiera,
zapach świeżości się rozpościera.
Suszą się teraz rzeczy Malucha,
szczęśliwe, że jednak ktoś się ich słucha.

środa, 5 października 2011

basenowe historie

Podczas trzech pierwszych wizyt na basenie JJ wyraźnie dawał nam do zrozumienia, jaki jest jego stosunek do naszego pomysłu zajęć basenowych. Nie dał przekonać się przytulaniem, śpiewaniem "chlapie woda", pokazywaniem zabawek. W nosie miał nasze starania. Awantura była regularna. Najwyraźniej Kubuś postanowił podnieść poziom wody w basenie dla dzieci. Zaczęłam się zastanawiać co zrobimy, gdy płakać będzie przez wszystkie zajęcia. Gotowa byłam zrezygnować. Wczoraj nastawieni psychicznie do kolejnych ćwiczeń ze łzami, przeżyliśmy szok. JJ nie płakał. Odważnie "wszedł" na basen, dał się zamoczyć, pływał podtrzymywany przodem, tyłem, uśmiechnął się do instruktorki, chwycił za rączkę kolegę od wodnych przygód. Lecz to wszystko to nic, w porównaniu z wielką próbą jaka na nas tego dnia czekała. Przyszedł czas na zanurzenie. Kolejny raz okazało się, że myśli są gorsze od rzeczywistości. Obawiałam się tego nurkowania Astronauty. Byłam przekonana, że nie odważę się, aby go zanurzyć. Zanurzyłam.

wtorek, 13 września 2011

szkoła przetrwania

Evelio: opiszę na blogu nasz czas na basenie.
Kris: tylko ładnie opisz. Napisz, że był dzielny.

Dzisiaj zaczął się kurs w szkole pływania dla niemowlaków. Po dzisiejszym dniu odbieram to jako szkołę przetrwania. Ale wierzę głęboko, że JJ z czasem przyzwyczai się do nowego otoczenia i ogromnej wanny, jaką jest basen. W szatni jeszcze było wszystko dobrze. Założyliśmy specjalne pieluchy do pływania i jako Pan Golasiński Kubuś w nosidle trafił na basen. To również przełknął. Zaczęło się od założenia pianki. Zakładamy, "łeeeee", wchodzimy do wody, "łeeeee", moczymy stopy, "łeeeee", podskakujemy, "łeeeee", JJ leży na pleckach na ramieniu Krisa, "łeeeeee", karuzela, leżenie na brzuszku na piance, pieski szczypanki, "łeeeeee", piosenka pożegnalna, trenerzy z uśmiechem śpiewają: "do widzenia, do widzenia, do miłego zobaczenia, już za tydzień się spotkamy i znów się popluskamy, braaawooo!", chwila ciszy i "łeeeee". W domu Kris porozmawiał z Synem po męsku: "byłeś na basenie? podobało Ci się? oczywiście, że Ci się podobało! nie płakałeś, tylko byłeś zły, bo woda była za zimna! poza tym ten płacz to był taki Twój żart! byłeś bardzo dzielny!"

Oczywiście, że był dzielny! 


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

wyrafinowane zabawy

Zrobił się z Naszego Syna rozrywkowy chłopak. Nadal swoją radość kryje przed obcymi lub czasem spotkanymi, ale przy rodzicach potrafi rozkręcić się na całego. Śmieszy go widok z okna, cień na ścianie, nieśmiałą radością wita pingwina na macie oraz od dwóch dni odbicie swoje w lustrze. Ale nic nie zastąpi zabaw werbalno dotykowych. Pocałunki w stopy, łuda, brzuch to przyjemność nieziemska. Natomiast ostatnio uśmiech szeroki wywołują pierdy. Nie piosenki, nie wygłupy i szalone miny, ale niezwykłe w swej zwykłości udawane pierdnięcia. Nie ma znaczenia czy krótkie to pierdnięcie, czy cała seria, czy ciche lub głośne jak armatni strzał. Każdy z nich wywołuje owacje i gromki śmiech.




wtorek, 19 lipca 2011

przybliżyć przyszłość

Już kilka razy kusiło mnie, aby zamówić dla JJ coś, co będzie mu służyło dopiero za kilka nawet lat. Mam na swojej liście hitów pozycji zabawkowych, takie które na pewno kupię i jest to tylko kwestia czasu. Wiem, że w tej chwili są to rzeczy "dla mnie", bo to jedynie moja subiektywna ocena sytuacji. Może okazać się, że Syn wzgardzi moimi pomysłami na zabawę i wybierze coś innego. To co dla niego wyszukuję, to rzeczy, które kojarzą mi się z moim dzieciństwem. Nigdy nie zapomnę pewnego wyjazdu z rodzicami do domku w Białowieży. Jak przez mgłę pamiętam cały wyjazd, ale w tej mglistej rzeczywistości, wyłaniają się niczym czerwony parasol na tle białego zimowego krajobrazu, puzzle unicef. Były niezwykłe ze względu na kolory, które w tamtych czasach szarości, były czymś niezwykle pociągającym. Poza tym po ułożeniu tworzyły wielkie koło, co było dość oryginalne w porównaniu z prostokątnym kształtem zwykłych układanek. Tamtą wersję znalazłam jedynie na zdjęciach w internecie, ale liczę, że może kiedyś uda mi się na nie skutecznie zapolować. Tymczasem dla JJ zamówiłam kolorowe, o dość oryginalnym wzorze i dużym kształcie puzzle z dawnej kolekcji unicefu. Będę przynajmniej miała pewność, że Maluch ich nie połknie.



poniedziałek, 11 lipca 2011

umiar

Nasz Mały Astronauta ma w posiadaniu matę z biało-czarnymi wzorami, leżaczek z zabawkami i matę edukacyjną. Gdyby ktoś wpadł do naszego mieszkania, mógłby śmiało stwierdzić, że należymy do rodziców, którzy faszerują dziecko ogromną ilością bodźców, na siłę go edukują lub nie przemęczają się zbytnio i idą na łatwiznę. Ale każdy kto zdecydowałby się na takie wnioski, byłby w wielkim błędzie. Chronię JJ przed zwariowanym światem kolorów i plastików. Z maty edukacyjnej korzystamy raz na kilka dni, z fotelika maksymalnie 15 minut dziennie, maty z wzorami używamy jako kocyka. Uważam, że tak malutkie dziecko nie zasługuje na to, aby każdego dnia musiało odpierać atak szaleńczych barw i nowych kształtów. I tak świat serwuje mu wystarczające atrakcje z otoczenia. Gdy patrzę na Kubika jak leży na pleckach i z fascynacją lustruje obraz na ścianie, czerwoną lampkę na rzutniku, grę świateł na zasłonach, to wiem, że właśnie to jest najlepsze dla jego wyobraźni. Poza tym nic nie zastąpi rozmowy gaworzącej z rodzicami lub ukochanych pięści, które w dalszym ciągu pozostają obiektem kultu i umiłowania. Dziecko, które czasami jest pozostawione same sobie, które ma okazję samo się bawić, bez naszej ciągłej ingerencji w jego świat, to również szczęśliwe dziecko.

Czas na foteliku. JJ uśmiecha się do żółtego kwiatka.
Kris: na pewno w głowie układa sobie jakieś historie.
Evelio: ale w jakim języku? przecież nie zna słów.
Kris: w swoim języku układa historie.
Evelio: ale w jakim? w jakim On języku myśli?

niedziela, 10 lipca 2011

należymy do klubu

JJ rożek dostał w prezencie, gdy miał niecałe dwa miesiące. Rożkowa kariera biało-czarnego wynalazku trwała krótko. Natomiast w roli maty do leżenia, ćwiczeń i drzemkowania na kanapie sprawdza się świetnie. Do wzorów (leśnych - gdyby, ktoś miał wątpliwości) Mały Astronauta zachowuje stosunek obojętny. Myślę, że zacznie się z nimi zaprzyjaźniać, gdy upodoba sobie pozycję na brzuchu. Obecnie za bardzo rozprasza go ciężar jego własnej głowy.




niedziela, 3 lipca 2011

kołysanka dla dorosłych

W końcu muszę przyznać przed samą sobą, że cierpię na nietolerancję tekstową. Nie pamiętam tekstów piosenek. O kołysankach nawet nie wspomnę, bo jak można pamiętać coś, czego nigdy wcześniej się nie znało. Ale przeżywam rozczarowanie swoją pamięcią, za każdym razem, gdy próbuję coś Małemu Astronaucie zaśpiewać. Od dwóch lat intensywnie braliśmy udział w spotkaniach karaoke. Głos mam kiepski, więc do znudzenia męczyłam dwie piosenki: "Kryzysową narzeczoną" i "Miłego, słodkiego życia". Mimo przejścia przez te kawałki dziesiątki razy, nie potrafię zaśpiewać ich z pamięci. Nie pamiętam największych hitów. Nie pamiętam piosenek z koloni, szkoły, letnich spotkań przy ognisku. Białego Misia nawet nie pamiętam. Nie wspomnę o dziecięcych kawałkach. Zawsze wychodzi mi mix refrenowy w stylu: puszek okruszek, kłębuszek najsmaczniejsze ciasto w świecie ja jestem pan tik tak a to jest zielone rączki zielone nóżki całe zielone są Zuzia lalka nie duża a na dodatek cała ze szmatek. Dlatego JJ przed snem słucha szumu morza, bo to zdecydowanie szybciej go uspokaja, niż hity z niepamięci mamy. Ostatnio dumna byłam z siebie, gdy za pomocą internetu odświeżyłam swoją pamięć w kwestii "Stokrotki" i "Śpij Kochanie". Natomiast Kris przebił mnie kreatywnością. Któregoś dnia usłyszałam jak śpiewa Kubikowi:

"Ach Śpij, bo nocą,
Kiedy koty się na dachu grzmocą,
Wszystkie dzieci nawet złe pogrążone są we śnie,
A ty jeden tylko nie."

sobota, 18 czerwca 2011

nostalgia

Gdy zapytałam Izu jaką lubiła zabawę, gdy była dzieckiem, bez wahania odpowiedziała: GUZIKI! To niesamowite, że mam podobne wspomnienia. Pamiętam plastikowy woreczek, w drewnianej skrzynce na przybory do szycia. A w woreczku raj dla dziecka. Dziesiątki guzików: drewnianie, plastikowe, obszyte skórą lub materiałem, metalowe, lśniące lub matowe, jednokolorowe lub we wzory. Potrafiłam godzinami siedzieć i za rękę z wyobraźnią układać je na dywanie w różne kombinacje. Pamiętam również kolorowe szpulki z nićmi, w zielonym pudełku babci. To nie były zwykłe szpulki. Miały plastikowe podstawki i stały jak mieniąca się kolorami tęczy armia żołnierzy z nici. Porządkowałam te nici, pilnowałam z wielką dokładnością, aby wszystkie były starannie nawinięte. Babcia w swojej szafie miała również pudełko z pocztówkami. Wiele z nich pochodziło z zagranicy. Pamiętam te z Francji, a na nich narysowane lalki, do których przyczepione były skrawki materiału. Były także pocztówki trójwymiarowe, migająca okiem piękność lub zimowy pejzaż. Najbardziej bawiło mnie to, że wydawały z siebie interesujący dźwięk, gdy przejechało się po chropowatej powierzchni palcem. W szafie mamy fascynowały mnie chusty i wszelkie kombinacje modowe, które można było z nich stworzyć. Zwykłe wzory na dywanie babci również stanowiły niezłą rozrywkę. Stworzyłam własny wzór przeskakiwania z jednego pola na drugie. Te "zwykłe" rzeczy sprawiały, że byłam szczęśliwie rozbawiona. Rozbawiona bez grających maskotek, samochodzików, edukacyjnych mat, książeczek z syreną policyjną czy też z karetką pogotowia. Oczywiście sama kupuję dla JJ wymysły współczesnego świata, ale tak bardzo chciałabym zachować w tym wszystkim umiar. I wcale nie mam takiej pokusy, aby dać mu z tego jak najwięcej, bo sama takich zabawek nie miałam. Wolę dać mu woreczek z guzikami, aby rozwijał dziecięcą wyobraźnię.


środa, 6 kwietnia 2011

bawimy się

Mam już za sobą ostatnie KTG z tak zwanego przeze mnie dochodzenia. Następne będzie już w innej atmosferze, bo podczas przyjmowania do szpitala. Na izbie przyjęć spędziłam trzy godziny, gdyż non stop miejsca ustępowałam kolejnym ciężarnym: z rozwarciem, ze skurczami lub wysypką na brzuchu. W powietrzu krążyły liczne opowieści o porodach, ciężkich przypadkach, sytuacjach z lekarzami. Miałam ochotę wybiec z krzykiem i postanowieniem, że jednak tam nie wrócę. Z trudem powstrzymałam galopadę myśli o tym jak to zaplanować, aby wycofać się z tego interesu. Na pewno w niczym nie przypominałam siebie z sierpnia, gdy skakałam pod sufit trzymając w ręku test ciążowy z dwoma kreskami. Całe szczęście podczas badania mały astronauta zdołał mnie rozbawić i uspokoić. Od jakiegoś czasu mamy zabawę w tak zwane 'puk puk'. Ja mu w dowolnym miejscu na brzuchu pukam palcami, a on odpowiada od środka. Położna zbyt lekko podłączyła mi aparaturę i kazała dociskać ręką sprzęt. Gdy ja dociskałam, mały odpowiadał odbiciem. Niestety zniekształcało to zapis KTG.

"Co on robi?" - spytała zirytowana pielęgniarka.
"Jak to co? Bawi się z mamą" - odpowiedziała zadowolona Evelio.

Podczas ostatniej wizyty w IKEA kupiliśmy rozrywkowemu synkowi pierwszy zestaw klocków: