czwartek, 17 lutego 2011

mamy dwie mamy

Carlos, nasz kot jedynak, przechodzi etap przyzwyczajania się do nowej sytuacji. Aktywnie bierze udział w meblowaniu pokoju astronauty. Za każdym razem, gdy tam wchodzi, zaczyna mruczeć z zadowoleniem i ambitnie próbuje wdrapać się do łóżeczka. Zapewne to mruczenie wynika z przekonania, iż pokój i miejsce do spania przygotowane zostały specjalnie dla niego. Daję mu też do obwąchania wszystkie nowe rzeczy i wszystkie ubranka, które już po wypraniu pachną proszkiem malucha. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że kot w swojej wyobraźni liczy na to, że to jego śpiochy i koszulki. Skoro zdobył już swój pokój i ubranka, postanowił wybrać sobie również mamę. Ja jestem zajęta, gdyż stałam się mamą rosnącego brzucha. Dlatego zaszczytu dostąpił mój mąż. Od pewnego czasu Carlos wskakuje mu na brzuch i patrząc z oddaniem w oczy, ugniata nową mamę kilkanaście minut.

Podczas ostatniej wizyty u weterynarza, liczyłam na to, że otrzymam jakieś wskazówki na temat psychologicznego podejścia do kota i przygotowania go do zmian. Jak się okazało, wymagam zbyt wiele. Na pytanie jak zajmować się zwierzakiem, aby przybycie dziecka nie było dla niego szokiem, miła pani weterynarz odpowiedziała: "należy go odrobaczać".

Teraz martwię się trochę mniej. Kot w końcu ma swoją mamę, która pomoże mu w przetrwaniu kryzysu. Tylko kto pomoże przetrwać kryzys kociej mamie?


5 komentarzy:

  1. Ale się uśmiałam z tekstu Pani weterynarz :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. hehhe :-) dobre :-) ale swoją drogą weterynarze zawsze tylko o jednym nawijają - o kasie :-/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak sama wiesz nasz kot, o dźwięcznym imieniu KOT, od samego początku towarzyszył nam i asystował w związku z urodzeniem się Adusi. I tak, na początku przyglądał się rzeczom, zabawkom, akcesoriom, a potem z uwagą zaglądał do wózka, gdzie rytmicznie poruszał się smoczek z resztą małej dziewczynki... Oczywiście do pewnego momentu zajmowaliśmy się kocim rozwojem emocjonalnym, inwestując w kocie feromony i weterynarza, ale niedługo potem, gdy Ada zaczęła się przemieszczać... kot musiał uznać swoją detronizację ;) Nigdy Adusi nie ugryzł, nie podrapał i nie nasikał jej do łóżeczka. Natomiast nam: pogryzł meble, nasikał Tomkowi w buty i podrapał mnie nieraz w nocy. Z Ada pozostają niezmiennie od około 2 lat na stopie "ofiara i oprawca". Oczywiście oprawcą jest mała dziewczynka, która z miłości do kotka przytula się do niego całym ciałem, wsadza mu pyszczek w miskę i utula go kocykiem. Wszystkie te zabiegi kończąc zachwyconym stwierdzeniem "koto lubi mnie". Nasz kot też uważał Tomka za Nr1 i patrzył i ugniatał z miłością, ale od kiedy zobaczył brak reakcji albo niewielkie interwencję Pana w jego kocią niedole, to uznał, iż musi zadbać o siebie sam, bo sercem jego Mamy T. zawładnęła mała dziewczynka. A teraz będzie jeszcze musiał pogodzić sie z istnieniem małego chłopca. Ciężkie czasy nadeszły dla kocich jedynaków ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog ;* zapraszam do mnie :)http://sandra-lip.blogspot.com/ można dodawać do obserwatorów :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Różnie bywa, zależy od kota. U nas była miłość od pierwszego wejrzenia - kot pokochał Piotrka od razu, jak wróciliśy ze szpitala. Bywalo, ze mialam przypiersi dziecko, a kota obok na kolanach, kot sypiał u Piotrka w łóżku, na przewijaku (wiem, ze niehigienicznie, ale spróbuj coś wymusić na kocie;). Jak Piotrek był starszy, to przed wyjściem do żłóbka musiał kotu dać buzi, ale czasem kot sie zdążył odwrócić i całus trafiał w okolice podogonowe.... Do dziś młody z kotem może wszystko, mimo, ze kocisko juz dostojne, jedenastoletnie, a dzieć smarkaty czterolatek :)

    OdpowiedzUsuń