wtorek, 1 października 2013

uwaga na życzenia

Gdy długo nie piszę, w mojej głowie zaczynają rozpychać się litery, słowa, zdania wołają o realny byt, tematy zagłuszają normalne, codzienne funkcjonowanie. Wiele wesołych Kubusiowych anegdot ciśnie się na myśli. Ale wycisnąć ich chwilowo nie potrafię. Mimo, że radośnie jest i zaskakująco, to jednak, gdy w życiu problem jakiś się pojawia, trudno skupić się na tej słonecznej stronie dnia i udawać, że wszystko jest w porządku. Jakiś czas temu marzyło mi się, aby Kulka był jak najdłużej bobasem przytulasem, który do szczęścia potrzebuje tylko bliskości. Marzyłam i spełniłam. Tylko, że to spełnienie zaczęło mnie niepokoić. Od piątku przerabiam powtórkę z rozwojowej rozrywki. Przerabiałam tę lekcję z Kubusiem, odrobiłam i zapomniałam, teraz przerabiam z Kamilkiem. Miałam nadzieję, że z Kulką będzie inaczej, że szybko przy Kubie ruszy, nie będzie zamartwiania się, zastanawiania, analizowania. Minęło dziesięć miesięcy, Kulka nie siedzi samodzielnie, o przemieszczaniu się nie wspomnę. Od piątku zaliczyliśmy już wizytę u neurologa, z której wyszłam siwa i z czarnymi myślami,  dwie rehabilitacje, wizytę u laryngologa, wizytę u naszego pediatry, po której trochę mi się przed oczami rozjaśniło i powrócił mój naturalny kolor włosów. Przed nami badania krwi na tarczycę, kolejne ćwiczenia i jeżeli te nie przyniosą rezultatu, badania genetyczne, na które czeka się "tylko" pięć miesięcy. Dzisiaj po kolejnej jakiejś tam wizycie Kamilek popatrzył na mnie poważnie i zdawał się myśleć: "Matko, odbiło Ci, daaajjj mi spoookójjjj, nie zawracaj mi głowy, ja mam swoje powolne sprawy, a Ty mnie męczyyyysz".


sobota, 28 września 2013

and the winner is...

Bardzo dziękuję za udział w konkursie! Cieszę się, że to los decydował za mnie, gdyż gdyby nie ograniczające mnie moce przerobowe, alfabetem obdarowałabym każdego chętnego. Jeszcze raz bardzo dziękuję za to, że jesteście!


ZEBRANE



WYMIESZANE



WYBRANE



GRATULUJEMY!


czwartek, 19 września 2013

na ławeczce

Mamy takie miejsce, gdzie regenerujemy siły, zapominamy o troskach, luzujemy. To miejsce to Świnoujście. Uwielbiam jego dobrą energię, wrześniowe nadmorskie powietrze, spokój, brak lansu, ład i porządek, dbałość o turystów, piękne parki, wyremontowane poniemieckie wille, nowoczesne apartamentowce.  Kabriolety z głośną muzyką oraz kierowcami z nadmuchanym ego tam nie dojeżdżają, nowoczesne dyskoteki nie zdołały wyprzeć letnich dancingów, na deptaku średnia wieku 50+, na ławeczkach kości grzeją doświadczone życiem siwe głowy, kelner z gracją wręcza szklankę z wodą na bukiet czerwonych róż w najlepszej ever chińskiej restauracji. Ale najbardziej z tych urlopowych dni uwielbiam poranki, gdy z chłopcami zaliczam wczesny spacer po plaży, świeże bułeczki, pustą promenadę, dźwięk otwieranych w kafeteriach rolet, grajka i brzęk wpadających do kapelusza monet. Na plaży spoglądam na ulubioną ławeczkę i myślę: "mogłabym się na niej zestarzeć". Ostatnio z tej zadumy wyrwał mnie głos Kubusia. Pchając wózek z Kulką w stronę morza krzyczał z radością: "zobacz Kamilku! MORZE!". Chyba poczekam jeszcze z tym ławeczki starzeniem. 










sobota, 7 września 2013

URODZINOWY KONKURS

28 września miną TRZY lata od umieszczenia na blogu pierwszego wpisu (sentymentalnie). Nie mogę uwierzyć w to, że to już trzy lata. Ale jak to? gdzie? kiedy? I gdy wracam do tych pierwszych kroków, to uśmiecham się nostalgicznie. Bo nawet nie spodziewałam się ile przede mną. A przede mną były prawdziwe CUDA! Objawienia miłości, czułości, oddane niebieskie i czekoladowe spojrzenia, niepokoje, dylematy, łzy czasem bezsilności, czasem nieposkromionej radości. Gdyby, w tamtej chwili, ktoś powiedział, że za trzy lata będę miała DWA skarby, powiedziałabym "to niemożliwe". A jednak i aż boję się pomyśleć, w którym miejscu będę za kolejne trzy lata. 

Blogowy świat dał mi BARDZO wiele! A dokładniej LUDZIE. Kochani jesteście wspaniali. Inspirujecie, wzruszacie, dajecie kopniaka do mobilizacji. Dziękuję wszystkim tym, którzy odwiedzają tę naszą kosmiczną rzeczywistość!

W związku z urodzinami mam dla Was KONKURS! Wystarczy pod urodzinowym postem pozostawić po sobie ślad (anonimowe osoby proszę o podanie imienia). To wszystko. Możecie wrzucić urodzinowy baner z linkiem do konkursu u siebie na blogu/FB, ale pozostawiam to do Waszej decyzji. Nagroda to wykonany przeze mnie alfabet (w ramie) do dziecięcego pokoju. Zwycięzcę wyłonię w dniu urodzin czyli 28 września drogą losowania. 






czwartek, 29 sierpnia 2013

zbyt wiele w głowie

Budzę się rano i słyszę: "wybierz mnie! nie! mnie! dzisiaj moja kolej! nieprawda! moja moja! wybierz mnie!". I tak każdego dnia. Jest coraz gorzej, gdyż wołaczy przybywa. Wstaję, starając się okiełznać niesforne myśli, ogłaszam poranny apel, stawiam na baczność i próbuję ustalić priorytety. Spisuję pomysły, robię listy. Spisuję, robię, spisuję, robię i nic z tego nie wynika. Zbyt wiele siedzi tego wszystkiego w mojej głowie. Ostatnio znajoma podsumowała mnie dobitnie: "bo Twój problem polega na tym, że zbyt wiele masz pomysłów. Gdybyś miała jeden, to byś coś zrobiła. A tak masz wiele i nie robisz nic". Od kilku lat wisi w sieci strona ze zdjęciami. Zdjęcia zakurzyły się, wyblakły. W notesie bohaterowie opowiadań żyją od dawna już swoim życiem, a kolejni czekają na swoje historie. Czekają, czekają i chyba się nie doczekają. Już kilka miesięcy robię stronę, na której wystawię na sprzedaż ubranka po chłopcach. Wszystkie dzieci świata wyrosną, nim strona ujrzy światło dzienne. Teraz jest etap malowanek koszulkowych. A może by tak na zamówienie? Pokój chłopców trzeba w końcu porządnie urządzić, zdjęcia uporządkować, albumy pamiątkowe uzupełnić, garderobę jesienną skompletować i stylizacje zaplanować. Na ziemię przydałoby się co jakiś czas zejść, dziećmi, mężem i domem zająć. Po przeczytaniu mądrej rady zrobiłam listę. Teraz wybrać mam jedną rzecz, zrobić, skończyć i do kolejnej podejść po realizacji. Tylko którą? Wszystkie przekupują, męczą, proszą, "wybierz mnie! mnie! mnie!".



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

intensywnie

"Wesele w czwartek i jedziecie w czwartek?" "Jedziecie z dziećmi???"

Tak już mamy, że lubimy się sprawdzać i udowadniać, że mimo dwupaku wiele można i przy tym dobrze bawić się też można. Sześć godzin w aucie w ciągu dnia, Katowice, szybka przebieranka, wesele, pakowanie, ponownie w aucie, Wrocław, rynek, bańki, znajomi, zoo, znowu znajomi, pięć godzin w aucie w drodze do domu. I jeszcze długo z sentymentem wspominać będziemy ten intensywny czas. Kilka przemyśleń do woreczka macierzyństwo również wpadło. Gdy z dziećmi podróżuje się, a na tablety uspokajacze nie ma ochoty wydawać się nawet złotówki, wystarczą chrupki kukurydziane (najlepiej długie rurki) oraz komórka bez gier, ale z filmikami (na filmiku chichra Kulka, Kuba chichra, gdyż chichra Kulka, Kulka chichra, gdyż Kuba chichra, bo na filmiku chichra Kulka). Gdy dzieci śpią lub spokojnie siedzą, trzeba czytać, czytać, czytać. Tylu stron w cztery dni nie udało mi się przeczytać odkąd urodził się Kubuś. Gdy w restauracji dzieci przez chwilę jedzą lub po prostu siedzą, trzeba jeść, jeść, jeść, bo za chwilę już się nie zje, gdyż jedno bujać, trzymać i zabawiać trzeba, a za drugim gonić, gdyż na własną rękę postanowiło zwiedzać miasto. Na weselu z całej czteroosobowej rodziny najlepiej bawi się dwulatek. Głowa mu tylko odskakiwała, a po przebudzeniu opowiadał: "Mamusiu, tany tany, babcia Gosia, ona tu jest" (tłum. Mamusiu tańczyłem z babcią Gosią do piosenki "ona tańczy dla mnie"). Okazało się również, że jesteśmy w stanie spać wszyscy w jednym pokoju, jesteśmy nawet w stanie się w tym pokoju i w spokoju wyspać (to nic, że o 3.50 Kulka po mlecznej pobudce postanowił śpiewać i trzeszczeć jak nienaoliwione drzwi). Wizyta w ZOO udowodniła nam, że Kubuś jest w stanie przetrwać w trudnych warunkach. Gdy rozemocjonowani zwierzętami rodzice zapomnieli o porze kolacji, dwulatek zrobił dwa kursy do baru, zdobył dwie kromy suchego chleba, popił wodą i szczęśliwy zwiedzał dalej. A propos ZOO. Dzieci były zafascynowane najdzikszymi zwierzętami globu...kozami. Dla tych prawd warto było.










niedziela, 18 sierpnia 2013

zdobywca pomidorów

Obserwuję naszego Starszaka i nadziwić się nie mogę, jak bardzo zmienia się, rośnie, staje się bardziej rozsądny. Z ulgą stwierdzam, że coraz bardziej kontroluje swoje poczynania. Oczywiście nadal robi i mówi milion rzeczy na sekundę, tak jakby bał się, że za chwilę zapomni, co właściwie zrobić miał lub powiedzieć, ale pomału przejmuje nad tymi impulsami kontrolę. Spacer z nim stał się przyjemnością, wypad nad jezioro nie polega już jedynie na gonitwie Kubusia, gdyż ten goni za zachciankami. "Stój" to staje, "zostaw" to zostawia, "poczekaj" to czeka. Oczywiście, gdy ma dobry dzień. Przy tej całej kontroli włączyło mu się również kombinowanie. Jak tu coś zrobić, aby się udało, mimo, że robić nie pozwalają. I tak obserwując naszą reakcję, w stronę jeziora przesuwa się półstópkami, przed wieczornym spaniem próbuje uciec z pokoju na czworaka, bo to przecież nie na dwóch nogach, więc udać się powinno. Ostatnio na straganie z owocami i malinówkami upatrzył sobie najbrzydszego pomidora świata. Śliwki, pomidor zwinięty, mama odkłada, truskawki, pomidor zwinięty, mama odkłada, inne pomidory, pomidor zwinięty, mama odkłada, płacimy, pomidor zwinięty, mama odkłada, odchodzimy, pomidor w ręku, odkładam, ryk i kucanie na środku chodnika. Jak zwykle nie reaguję, tylko pomału się oddalam. Patrzy na mnie uważnie, w mig uspokaja się, wstaje, krok do przodu robi, nagle dopada do straganu, porywa pomidora i po wielkim gryzie pyta: "i co?". No właśnie. I co? Sprzedawczyni życzyła: "na zdrowie", a ja zaczęłam modlić się, aby skóra do żołądka mu się nie przykleiła. 



P.S. ZAPRASZAM serdecznie na nasze FB konto.