Na którym zdjęciu jest JJ, a na którym Kulka?
Może na obu jest Kubuś?
Może jednak Kamilek?
Etykiety
badania
(3)
bunt
(1)
choroby
(5)
ciążowa moda
(15)
ciążowe emocje
(25)
ciążowe tematy
(8)
dziecko i kot
(5)
gadżety
(1)
garderoba astronauty
(3)
garderoba kulki
(1)
gry i zabawy
(14)
konkurs
(2)
książki i poradniki
(2)
kulinarnie
(4)
macierzyństwo
(59)
mama wraca do pracy
(6)
odpieluchowanie
(1)
pociążowa moda
(2)
podróże
(8)
rodzeństwo
(11)
rozwój astronauty
(49)
rozwój kulki
(6)
skoki rozwojowe
(5)
tacierzyństwo
(2)
wychowanie
(9)
wyprawka
(10)
zachcianki
(3)
związek
(3)
żłobek
(4)
żywienie
(12)
piątek, 4 stycznia 2013
środa, 2 stycznia 2013
bez lęku
Emocjonalnie zasadniczo różni się czas przy pierwszym Maluchu w porównaniu z tym, co funduje nam serce przy drugim. Nigdy nie zapomnę trudnych początków z JJ. Galopady uczuć niepokoju, które towarzyszyły mi od pierwszych chwil szpitalnych. Bo za głośno, bo ktoś coś mówi, bo nie można przystawić dziecka do piersi, bo zaburzają z trudem ustalany harmonogram dnia, bo popłakuje, bo się obudził, bo zjeść nie można, bo to co było już nie wróci, bo nie jest tak jak w książkach, a najlepiej, gdyby dostarczano od początku trzymiesięczne dzieci, bo kto w ogóle wymyśli takie początki. Trochę czasu zajęło nam pogodzenie się ze sobą, nauczenie się siebie, co wprowadziło nareszcie spokój do zaistniałego chaosu. Przy drugim dziecku świat już tak burzliwie nie wiruje. Nie ma lęku, niezrozumiałych emocji. Jest Maleństwo, które każdego dnia uczy się wszystkiego od początku, a moim zadaniem jest wspieranie go, intuicyjne i czułe czytanie z jego gestów. Nie ma lęku, gdyż jest wiedza, że wszystko się kończy. Te pierwsze miesiące szybko się skończą, każdy płacz się kiedyś skończy, każda noc ze wstawaniem co dwie, trzy godziny, każda kolka, każdy gil z małego noska, nieporadny czas, też się szybko skończy. Więc nie ma miejsca na lęk. Jest tylko miejsce na czerpanie, z pełną świadomością przemijania, z tego co dał nam los.
czwartek, 27 grudnia 2012
walka o kwadrat
Przez cały czas trwania ciąży zastanawiałam się, jak będą układać się relacja między chłopcami. Jak JJ zareaguje na Kulkę, czy będzie zazdrosny, czy pozwoli mi karmić, czy będzie już na tyle rozgarnięty, aby w czasie, gdy zajmować będę się Maluchem, nie zrobi sobie krzywdy np. podczas szybowania z najwyższego punktu fotela. Okazało się, że wszystkie czarne punkty scenariusza, nie zostały wykorzystane w naszym życiowym filmie. Ok. Wszystkie z wyjątkiem jednego. W ciągu dnia wszystko gra. Kubuś na widok Kamilka pokrzykuje radośnie, robi mu cacy cacy, wkłada mu pod kontrolą palce do oka lub nosa, gdy karmię zawsze nachodzi go chęć na lekturę, ale rozumie, że tym razem oglądać Pana Hilarego ma obok mnie na kanapie, a nie na moich kolanach. Zostałam już z chłopcami sama, więc uważam, że dajemy sobie radę. Problem pojawił się nocą, gdy zaczęły się rozgrywki o sypialnię rodziców. JJ zasypia i śpi w swoim pokoiku. Śpi do 4 lub 5, po czym rozgadany trafia do nas, dostaje mleko i śpi dalej. Naiwnie sądziłam, że można to pogodzić z pojawieniem się Kulki. Starannie przygotowałam Kamilkowy kącik przy naszym łóżku. Kolory, naklejki, lampka w kontakcie, klimat. Nacieszyłam się efektami pracy całe dwie noce. Bo tyle JJ potrzebował, aby wykurzyć brata i doczekać się zarządzenia o przenosinach. Po mleku zamiast iść spać, zaczynał imprezę. Na częstotliwości dźwiękowej niemowlaka, zaglądał do Młodego, udawał, że uderza głową w oparcie łóżeczka, tańczył, rzucał zabawkami, jeździł samochodem po ścianach, wędrował po pokoju z suszarką na ubrania. Gdy wytoczył najcięższe działo w postaci lampki nocnej intensywnie uderzanej o ściany sypialni, w ciągu sekundy zmordowani przedstawieniem zdecydowaliśmy: rano przenosiny. Tym sposobem JJ odzyskał władzę absolutną w sypialni rodziców i zyskał współlokatora we własnym pokoju.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
w męskim gronie
Inne te Święta w tym roku w naszym domu. Męskie. Ja oraz pięciu mężczyzn, wliczając w to grono kota Carlosa. Chyba muszę postarać się jeszcze o dwóch Synów ekstra, lub wypożyczyć dodatkowy testosteron na specjalne okazje, aby niczym Królewna i Siedmiu Krasnoludków cieszyć się urokami życia. I okazuje się, że jednak można. Można prawie dwa tygodnie po porodzie, ze Starszakiem i Niemowlakiem w domu, ubrać choinkę, puścić Kolendę, zapalić świece, namoczyć grzyby, przygotować pierwszą w życiu kapustę Wigilijną, wyjąć cycka, podać kaszkę, przebrać, przewinąć, po raz setny nazwać krokodyla, zrobić małpkę, wyczyścić zakatarzony nos, umyć włosy, zjeść, męża po policzku pogładzić, nie tracąc przy tym wszystkim zmysłów i dobrego nastroju...
poniedziałek, 17 grudnia 2012
ponownie po drugiej stronie lustra
12.12.2012 do naszej rodzinki dołączył Kamil Jakub. 51 cm i 3420 g.
Cwaniak mały z tej naszej Kulki. Sms pisany do Krisa ze szpitala:
"Nasz młodszy Syn to się dopiero potrafi ustawić. Właśnie się nabombał w bufecie all in a teraz pojechał do SPA na nagrzewanie..."
Cwaniak mały z tej naszej Kulki. Sms pisany do Krisa ze szpitala:
"Nasz młodszy Syn to się dopiero potrafi ustawić. Właśnie się nabombał w bufecie all in a teraz pojechał do SPA na nagrzewanie..."
sobota, 8 grudnia 2012
żłobkowe wizje
We wrześniu rozpoczęła się przygoda JJ ze żłobkiem. Zależało mi na tym, aby miał kilka miesięcy, przed pojawieniem się Kulki, na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. O opcji rozpoczęcia żłobkowania w listopadzie lub grudniu nie było nawet mowy, gdyż nigdy świadomie nie zafundowałabym mu "rozrywki" pod tytułem: pojawia się nowy bobas, to Tobie już podziękujemy. Początki do łatwych nie należały. Głównie ze względu na Krisa, który robił wszystko, aby mi żłobek obrzydzić. Codziennie widziałam jego nieszczęśliwą minę, żal po odwiezieniu JJ i scenach rozpaczliwego płaczu, słuchałam opowieści o tym, że za malutki jest, aby być w żłobku, bo przecież jego miejsce jest w domu. Podczas odbierania Kubusia ja widziałam coraz bardziej zaradnego, samodzielnego, zaskakującego mnie chłopca. Kris widział porzuconego, trzymającego się Pani spódnicy bobasa. Później były wakacje, rozjazdy i chorowanie. Po miesięcznej przerwie gotowa byłam wypisać go, oswajając tym sposobem myśl, że przecież z dwójką cały dzień w domu na pewno sobie poradzę. Teraz, gdy patrzę na JJ, widzę jak się zmienił, jak dziarsko kroczy z uśmiechem do dzieci, jak w grupie empatycznie sobie radzi, jak je, bawi się, z Mikołajem zdjęcie pokazuje, cieszę się, że po raz kolejny sobie zaufałam.
piątek, 30 listopada 2012
drugie dno
Im bliżej rozpakowania, tym częściej myślę o mojej Babci. Mama mojego Taty urodziła, pielęgnowała, wychowała sześciu Synów. Bez udogodnień, bez wielu nowoczesnych rozwiązań, bez książek o wychowaniu, bez teorii i zapewne rozmyślaniach nad słusznością wychowawczych decyzji. Wychowała tak jak potrafiła najlepiej, szczęśliwie i z miłością. Zastanawiam się, czy nie była w tej swojej nieświadomości szczęśliwsza ode mnie. Czy nie było jej łatwiej. Mój Tata z dzieciństwa pamięta, jak Mama wyciera go po kąpieli, a w domu roztacza się cudowna woń pieczonych rogalików z konfiturą. A ja wycierając mojego Synka rozmyślam nad jego granicami, nad tym czy jego złe samopoczucie nie wynika z przeniesienia na niego moich lęków, kiedy mówić nie, a kiedy odpuścić i czy szanuję go jako człowieka i nie obniżam swoimi reakcjami poczucia jego wartości. Wiem, że bycie świadomym jest bardzo ważne, ale im bardziej świadoma się staję i im częściej w różnych sytuacjach dostrzegam drugie dno, tym bardziej czuję się zmęczona i obciążona. Wieczorem z przejęciem opowiadam Krisowi o Synku znajomej, który jako jedyne dziecko w przedszkolu nie dostał słodyczy za karę, gdyż "nie wykazał nawet inicjatywy samodzielnego jedzenia obiadu i Pani musiała go karmić". I żal mi ściska serce, bo od razu widzę, że został ukarany za słabość wychowawczyni. Ona dla ułatwienia go nakarmiła, a później ukarała. Rozmyślam, analizuję, zastanawiam się jak JJ uchronić od nieudolności wychowawczej. A może łatwiej byłoby odpuścić...i upiec rogaliki, aby Synek mój miał w pamięci zapach domowego ciepła a nie zatroskaną mamę, wiecznie analizującą każdą sytuację.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)








