poniedziałek, 12 grudnia 2011

wyprawa po śnieg

Odbyliśmy bardzo daleką wyprawę po śnieg. 1200 km w jeden weekend to nie lada wyczyn nawet dla Astronauty Podróżnika. Udało się. Plany spacerów po ulicy handlowej oraz klimatyczny czas na Świątecznym Jarmarku, gdzie zapach grzanego wina, pierników, śmiech dzieci, ślady po czekoladzie w kącikach ust, przenoszą w atmosferę dziecięcych wspomnień, zostały zakłócone przez wielkie płaty śniegu, który obsypał nasze głowy oraz spacerówkę. Tym sposobem JJ poznał co to śnieg i zrozumieć nie mógł dlaczego nie można zabrać ze sobą tej pamiątki do domu.

Podręczny zestaw Małego Podróżnika: motyl manuel, paluch piszczałka, szeleszcząca książeczka, skórzano-podobna rękawiczka mamy, klucze do domu, butelka plastikowa z przelewającą się wodą, piesek spacerniak z metką, która nigdy się nie nudzi, kukurydziane chrupki i książka dla mamy, gdyż drzemki i cuda się zdarzają.



fot. Evelio (Flensburg)

6 komentarzy:

  1. Ale fajnie, już chyba kiedyś pisałam, że zazdroszczę Wam tych wypraw;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha!Znam ja te zestawy podróżnika;-)ha ha;-)Super!Świetna taka wyprawa!A JJ cierpliwy wielce. Znając Syna mego, to po 300 km wykończył by siebie, ojca i matkę. No i śnieg...Pięknie!
    A pamiętasz jak w zeszłym roku było u nas śnieżnie o tej porze...?

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniała wyprawa :) ja zakładam młodemu areszt na wyprawy - boje się że się znów rozchoruje

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że tak sobie podróżujecie ja też tak chcę z dzidziusiem i córcią :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń